Homilie

Homilia (gr. ὁμιλία (homilía) ‘towarzystwo, rozmowa’) – rodzaj kazania, którego treść oparta jest na wybranych czytaniach liturgicznych. kliknij

10 NIEDZIELA ZWYKŁA 14 CZERWCA

Szpital dla grzeszników, nie muzeum dla idealnych.

Bracia i Siostry w Chrystusie!

Jakże często nosimy w sobie ukryty lęk, że z powodu naszych życiowych błędów, nałogów czy tzw. zaprzeszłości, zamknęliśmy sobie drzwi do Boga. Świat potrafi być bezwzględny. Jeden fałszywy krok, jeden życiowy błąd i zostaje nam przypięta etykieta. Stajemy się w oczach innych ludźmi „skreślonymi”.

Najgorsze jest jednak to, że ten bezwzględny wzrok świata przenosimy na Boga. Zaczynamy wierzyć, że On patrzy na nas tak samo: z pogardą, zniechęceniem, z listą naszych przewinień w ręku. Wydaje się nam, że grzesznik u Boga nie ma już żadnych szans.

I właśnie w ten nasz ludzki, pełen lęku i surowości świat wchodzi dzisiejsza Ewangelia. Wchodzi Jezus.

Zobaczmy tę scenę. Kafarnaum. Komora celna. Siedzi tam Mateusz. W tamtych czasach celnik, to nie był zwykły urzędnik skarbowy. To był człowiek znienawidzony przez własny naród. Kolaborant pracujący dla rzymskiego okupanta, oszust, który bezkarnie zdzierał pieniądze ze swoich rodaków, by samemu opływać w dostatki. Dla pobożnego Żyda Mateusz był synonimem grzechu. Był kimś, kogo należało omijać szerokim łukiem. Gdyby Mateusz wszedł do świątyni, ludzie odsunęliby się od niego ze wstrętem.

Wszyscy wydali już na niego wyrok. Był skreślony.

I nagle przy tej komorze zatrzymuje się Jezus. Nie mija jej z obrzydzeniem. Nie rzuca w stronę Mateusza słów potępienia. Co robi Jezus? Patrzy na niego. Ale to nie jest wzrok człowieka, który ocenia i gardzi. To jest wzrok czystej, miłosiernej Miłości. Jezus widzi w Mateuszu coś więcej niż tylko jego grzech, jego oszustwa i jego urzędniczy stół. Jezus widzi zranionego, głodnego miłości człowieka, który zgubił się w pogoni za pieniądzem.

I z ust Jezusa padają słowa, które musiały wstrząsnąć całym Kafarnaum: „Pójdź za Mną!”.

Bóg nie czeka, aż Mateusz się zmieni, aż odda ukradzione pieniądze, aż odprawi wieloletnią pokutę. Bóg powołuje go dokładnie takiego, jakim on jest – umazanego grzechem, siedzącego przy komorze celnej. Bo Boża miłość nie stawia warunków wstępnych.

Kiedy faryzeusze, oburzeni, jak to ludzie tym widokiem, pytają: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada z celnikami i grzesznikami?”, Jezus wypowiada słowa, które powinny wyryć się w sercu każdego z nas: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. (…) Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Drodzy bracia i siostry! To zdanie zmienia wszystko. Kościół, który Chrystus założył, nie jest muzeum dla idealnych, nieskazitelnych eksponatów, którzy nigdy nie popełnili błędu. Kościół to szpital polowy! To miejsce dla ludzi potłuczonych przez życie, poranionych przez własne i cudze grzechy.

Jeśli dzisiaj czujesz, że Twoje życie jest w ruinie, jeśli niesiesz w sercu grzech, o którym wstydzisz się komukolwiek powiedzieć, jeśli wydaje ci się, że dla ciebie nie ma już ratunku – usłysz dzisiaj te słowa Chrystusa. On stoi przy twojej osobistej „komorze celnej”. Przy twoim nałogu, przy twoim złamanym sumieniu, przy twoim poczuciu porażki. I mówi do ciebie dokładnie to samo, co do Mateusza: „Chcę ciebie, takim. Znam twoją przeszłość, ale zależy mi na twojej przyszłości. Pójdź za Mną”.

Jezus u Ozeasza przypomina nam: „Miłości pragnę, nie krwawej ofiary”.

Bóg nie chce od nas idealnych mechanizmów religijnych. On chce naszego serca – nawet jeśli jest ono skruszone, popękane i słabe. Ponieważ dla Boga nie ma ludzi skreślonych.

Mateusz wstał, zostawił komorę celną i poszedł za Nim. Stał się Apostołem i Ewangelistą. Pozwólmy dzisiaj Jezusowi, by dotknął naszych serc swoim miłosiernym wzrokiem. Dajmy Mu się uleczyć. Amen.